Rok 1972.  Na omegach Dunajem do Morza Czarnego.                        - zdjęcia Pawła Mensza

Klub WYC udostępnił dwie omegi (Stratus, opiekun Witek Kępka i Piegus, opiekun Paweł Mensz) i grupa członków WYCu zorganizowała na poły prywatny rejs z Bratysławy w dół Dunaju na Morze Czarne, zakończony w bułgarskim porcie Warna. Półprywatny, bo nie było dofinansowania z Almaturu ani oficjalnej kwalifikacji uczestników. 

Uczestnicy: Wojtek Skórski, Ewa Białobrzeska (potem Skórska), Witold Kępka, Majka Matuszewska, Tadeusz Mróz, Tomek Scheiner, Marek Wiliński, Stefan Chrząszcz i Paweł Mensz. 

Motorem całej imprezy był Wojtek Skórski. Chyba w czerwcu 1972 przewieźliśmy omegi na dworzec Gdański w W-wie, gdzie zaształowaliśmy je starannie na takim otwartym wagonie/platformie, żeby w nietkniętym stanie dotarły do Bratysławy - wspomina Paweł Mensz. - Ja i ktoś jeszcze (nie pamiętam kto) podążaliśmy za tym pociągiem towarowym chyba autostopem, by czuwać nad ładunkiem. Załogi w komplecie spotkały się w Bratysławie, gdzie omegi zostały zwodowane. 

Dunaj w Budapeszcie: Stefan i Wojtek.

W Budapeszcie: Marek, Tadek, Paweł, Ewa, Wojtek.

Wojtek Skórski
Żagiel zrobiony ze spadochronu

Większość uczestników pokonała całą trasę w dół Dunaju przez Węgry, Jugosławię, Rumunię do Bułgarii (ok. 2 miesiące). Paweł i Majka pływali jeszcze około 2-3 tygodni po Morzu Czarnym.

Smederewo: Stefan, Wojtek, Ewa, Paweł, xx i Tadek
Przełom Dunaju przez Żelazną Bramę

Tabula Trajana - tablica z czasów rzymskich

Przełom Dunaju

Tablica z czasów rzymskiego cesarza Trajana, upamiętniająca budowę drogi wzdłuż Dunaju, została przeniesiona 50m wyżej przed powstaniem na Dunaju pomiędzy Jugosławią i Rumunią zapory Żelane Wrota.

 Po przejściu przełomu Dunaju rozbiliśmy pierwszy biwak po rumuńskiej stronie - wspomina Paweł. Ciemno już było, gdy rumuński okręt patrolowy na sporym gazie z rozmachem dobił do brzegu. Jeden z matrosów zeskoczył na brzeg, zgiął się w pół, a po jego plecach wyskoczył na brzeg oficer. Ten manewr mieli dobrze przetrenowany. W tym czasie inny marynarz na przednim pokładzie wycelował w nas karabin maszynowy. Wrażenie było ogromne, wszakże Dunaj to rzeka graniczna... Oficer sprawdził nasze dokumenty, opieprzył, kazał się gdzieś zameldować i dał nam spokój. To był rok 1972 i Rumunia była już niepokorna względem Układu Warszawskiego. Na rzece nie było żadnego punktu granicznego, więc popłynęliśmy dalej przed siebie.

Wojtek i Witek grają w szachy własnej roboty
Remont przed wyjściem na morze - Marek i Witek


Dalej trasa wiodła płd. odnogą delty Dunaju (Św. Jerzego), przez Kan. Dunavat i Jez. Razim. Delta Dunaju to przyrodniczo przepiękne miejsce - komentuje Majka. Ale za to jakie w nocy były komary!!! Rano nie mogliśmy się rozpoznać - tak bardzo opuchnięte mieliśmy twarze. A jak smakował sum złowiony w kanale...
 
Histria (Istros) to założony w VII wieku p.n.e. grecki port nad Morzem Czarnym, kolonia Miletu. Jego nazwa pochodzi od starożytnej nazwy Dunaju. Ruiny miasta odkryli Francuzi w połowie XIXw. To najstarsze potwierdzone w Rumunii miasto obecnie znalazło się nad przybrzeżnym jez. Sinoe.




Histria - Paweł, Marek i Majka
Histria - Marek, Ewa, Majka i Paweł

Port w Konstancy - w środku basenu stoją nasze omegi

Z trudnością znaleźliśmy przejście z jeziora na morze. Po wpłynięciu do Konstancy zostaliśmy prawie aresztowani - wspomina Majka - za nielegalne przekroczenie granicy na Dunaju. Wojtka Skórskiego przesłuchiwali chyba cały dzień, a reszta miała areszt łódkowy (wyjście tylko do toalety). W jaskółce znaleźli mapę płd-wsch. Europy - co pachniało szpiegostwem. Całe szczęście, że zabrane z Urz. Morskiego w Gdyni dokładne mapy delty Dunaju były schowane głęboko w forpiku. Pod wieczór okazało się, że nas nie zatrzymają i możemy chodzić po Konstancy, ale nie wolno już nam nigdzie zawinąć do brzegu w Rumunii. Po wyjściu z Konstancy byliśmy eskortowani przez okręt wojenny.

W Bułgarii - Majka i Ewa robią śniadanie
Przylądek Kaliakra
 

Bułgaria Złote Piaski, biwak na plaży

-  Pod koniec rejsu w forpiku zostały puszki - ale bez etykiet. I codziennie zgadywaliśmy - co dziś zjemy ??? Niestety - do wyczerpania zapasów jedliśmy fasolkę po bretońsku! Dobrze, że w Bułgarii były świeże warzywa.  
W Warnie skontaktowaliśmy się z lokalnym klubem i podjęta została decyzja, żeby zostawić łódki do następnego sezonu i rozpocząć rejsy klubowe po M. Czarnym. Ułatwiło to nam bardzo logistykę powrotu i wzbogaciło naszą klubową działalność w następnych latach. 
Paweł i Majka pływali jeszcze około 2-3 tygodni po Morzu Czarnym. Odwiedzili między innymi Neseber, Burgas i najdalej na południu położony Sozopol.

Komentarze