Michał Szafran
Michał Szafran 'Szafcio' 1946 - 2019.
Komandor WYC 1972-76
![]() |
| Michał na Maciejewiczu |
Michał Szafran rozpoczął przygodę z żeglarstwem w 1960 roku w 165 Warszawskiej Żeglarskiej Drużynie Harcerskiej w Harcerskim Ośrodku Wodnym na Cyplu Czerniakowskim, po pięciu latach został drużynowym. Pływał po Mazurach, potem po morzu. Podczas studiów na SGGW działał w WYCu, uczestniczył w budowie jachtu KONSTANTY MACIEJEWICZ i przygotowaniach do rejsu wokół Ameryki Południowej. W latach 1972-76 Michał Szafran był komandorem klubu WYC.
W 1973 brał udział w rejsie do Amsterdamu na Opalu wyczarterowanym z Kotwicy.
![]() |
| Michał na SY Opal 1973. |
W tym samym roku jesienią poprowadził rejs krajowy na Maciejewiczu *
W 1974 był zastępcą kapitana na rejsie wokół Anglii *
Chociaż nie był silnego zdrowia, ten małomówny żeglarz w okularach już w 1975 r. uzyskał stopień jachtowego kapitana żeglugi wielkiej, a koledzy cenili jego zdanie.
Jesienią 1975 poprowadził rejs Maciejewiczem na Wyspy Kanaryjskie i Azory *
Oprócz Maciejewicza pływał także na Warszawskiej Nike i na Hoornie.
Wspomina Leszek Kosek
Z tego co pamiętam, to Szafcio studiował na SGGW razem z Biczem, to znaczy studiowali tam wtedy, kiedy nie byli zajęci w WYC-u, czyli obaj byli na dość długich urlopach dziekańskich !!!
Kiedy któregoś razu Szafcio starał się o paszport na rejs do Islandii, to musiał przynieść zaświadczenie z dziekanatu, że jest studentem, ale takich zaświadczeń na ogół nie wydawano studentom, będącym na urlopach dziekańskich. Szafcio szybko znalazł sobie fuchę jako roznosiciel mleka – i mleczarnia poparła zaraz jego starania o paszport. Potem na Komendzie nie mogli się nadziwić – roznosiciel mleka od tygodnia i już nazbierał tyle kasy, że mu starcza na wyjazd do Islandii? Ale paszport w końcu dostał!!
Michał Szafran jako jachtowy kapitan żeglugi wielkiej w latach 1978-83 poprowadził rejs wokół globu na jachcie Nasz Dom. Poniżej relacja z wyprawy.
(według Piotra Gocłowskiego:https://www.gdansk.pl/wiadomosci/Nasz-Dom)
Ten stalowy jol zbudowany został staraniem czterech studentów architektury PW. Prace trwały na terenie WKW nad Wisłą, a później na Oksywiu w Stoczni Marynarki Wojennej. Wyprawa uzyskała formalne poparcie Muzeum Azji i Pacyfiku, lecz finansowana była ze środków własnych.
14 X 1978 mając 20$ w kasie jachtowej i liczne długi, wypłynęli z Gdyni z zamiarem dotarcia na Morze Śródziemne. Po drodze zatrzymali się w Portsmouth. Wkrótce po wyjściu z tego portu znaleźli się w silnym sztormie SW. Podczas sztormowania z uwiązanym rumplem wyłamał się on z okucia. Załoga podjęła naprawę, tymczasem Nasz Dom dryfował w rejon Kanału Bristolskiego. Niespodziewana fala położyła jacht na burtę, a do zejściówki wlały się strumienie wody, radiostacja i pozostałe wyposażenie zostało zalane. W efekcie cztery miesiące trwały naprawy jachtu w Saint Malo, a właściciele podejmowali prace zarobkowe, by spłacić długi.
W kwietniu 1979 wypłynęli do Portugalii i Hiszpanii, na Baleary. W portach właściciele – architekci sprzedawali malowane przez siebie akwarele, do załogi dołączały ich dziewczyny. W drodze z Barcelony pękł wał śruby napędowej i dalej płynęli wyłącznie na żaglach. Dłuższy postój i prace remontowe, finansowane ze sprzedaży kolejnych akwareli, miały miejsce na Gran Canarii. Nastąpiły przetasowania w załodze i Michał miał płynąć przez Atlantyk tylko z jednym załogantem - Piotrem. Tuż przed wypłynięciem, w lutym 1980, dołączył do nich pewien Australijczyk. Przeskok na Barbados trwał 23 dni. Na Karaibach dołączył jeden z architektów z żoną (Wojtek z Magdą), ale dalszą trasę przez Kanał Panamski do San Francisco pokonali tylko we dwóch. Przejście kanału, przy ustawicznych brakach finansowych, stanowiło spory problem. Pożyczyli silnik przyczepny, gdyż silnik Naszego Domu nie rozwijał nawet prędkości 5 węzłów i z pomocą trzech żeglarzy z innych jachtów i pilota cały dzień płynęli przez kanał. Na koniec okazało się, że są w Panamie nielegalnie, bo nie mieli wiz. Nie mogli zrobić zaplanowanego czyszczenia kadłuba jachtu, lecz musieli natychmiast opuścić Panamę. Na skutek obrośniętego dna, ciszy i przeciwnych wiatrów jacht żeglował bardzo powoli, do San Francisco płynęli 85 dni.
W San Francisco Nasz Dom był serdecznie podejmowany przez Polonię, zwłaszcza, że po sierpniu 1980 i zwycięstwie Solidarności znacznie wzrosło zainteresowanie Polską. Samochodem dojechali do nich Wojtek i Magda. Jacht został wyslipowany i przebudowany na slup (bezanmaszt okazał się nieprzydatny). Załoganci podejmowali także prace zarobkowe. Następnie wszyscy popłynęli do Meksyku, aby odnowić wizy USA i w styczniu 1981 dotarli na Hawaje. Podczas postoju na Wyspie Bożego Narodzenia Piotr skaleczył nogę, rana nie chciała się goić. Pomimo braku wiz weszli do Papeete na Tahiti, gdzie przyjęto go do szpitala. W następnych dniach sprawa braku wiz doszła do urzędników emigracyjnych i zaczęły się kłopoty (- przypłynęli bez wiz, z komunistycznego kraju i sfingują chorobę). Dzięki życzliwym żeglarzom, którzy wpłacili 5000$ kaucji, jacht nie został wyrzucony z portu, a chory (tylko on sam) mógł schodzić na ląd na zastrzyki i zmianę opatrunków. Na innych wyspach Polinezji Francuskiej przyjęcie było już znacznie bardziej przyjazne, podczas postoju w Yacht Clubie Bora Bora miejscowy lekarz nie wziął pieniędzy za wizytę.
![]() |
| Michał (z lewej) z załogą. Francja 79' |
![]() |
| Michał wymienia echosondę. Australia 82' |
Dalej Michał Szafran poprowadził Nasz Dom przez Wyspy Cooka, gdzie spotkali jacht Koral II z Polakami z Kanady i razem popłynęli na Tonga i Fidżi. 24 IX 1981r. zawinęli do Cruising Yacht Club of Australia w Sydney, gdzie przez tydzień mogli stać za darmo. Tymczasem skończyły się zapasy. Ostatnie konserwy zarekwirowano im podczas odprawy wjazdowej (takie przepisy sanitarne), nie mieli nawet 10$ na kaucję za klucz w jachtklubie. Na szczęście worek kartofli i cebuli podarował im Zbyszek Puchalski (ten który opłynął samotnie świat na Mirandzie). Wtedy Michał po raz pierwszy w rejsie, podobnie jak reszta załogi, musiał podjąć pracę zarobkową (w fabryce czekolady). Po ponad 9 miesiącach w Sydney jacht został wyslipowany, wstawiono nowy silnik, żagle i inne wyposażenie. Z dalszego udziału w rejsie zrezygnowali Wojtek z Magdą (która już wtedy była w ciąży). W lipcu 1982 Michał i Piotr wypłynęli na północ wzdłuż Wielkiej Rafy Koralowej. Na różnych odcinkach towarzyszyli im poznani w Australii żeglarze. Z powodu trudności nawigacyjnych płynęli głównie w dzień, raz koło Cooktown zaliczyli mieliznę. Przez Cieśninę Torresa dotarli do Darwin.
1 X 1982 w 3-osobowym składzie wyruszyli przez Ocean Indyjski. Ze względu na zbliżający się sezon huraganów Michał zrezygnował z postojów na wyspach i po 60 dniach wpłynęli do Durbanu w RPA. Podczas wychodzenia z Durbanu, z przepływającego koło nich okrętu wojennego zawołano, żeby połączyć się na kanale 16. Jednak Nasz Dom od czasu zalania UKFi przez falę koło Anglii nie miał łączności i Michał z Piotrem wypłynęli, napotykając silny przeciwny sztorm. Podczas sztormowania w bejdewindzie nadeszła wielka fala z rufy, zalewając zejściówkę. W efekcie musieli wrócić do Durbanu. Po doprowadzeniu jachtu do porządku wypłynęli ponownie. Po krótkim postoju w Port Elizabeth i okrążeniu Przylądka Dobrej Nadziei zatrzymali się na trzy i pół miesiąca w Cape Town. Piotr znalazł pracę, były kontakty z miejscową Polonią i wycieczki. Do Michała przyjechała z Australii Ela Szpindler.
30 IV 1983 w trzy osoby wypłynęli na Atlantyk. Przez Wyspy Św. Heleny i Wniebowstąpienia dotarli na Azory. Następnie, już tylko z Piotrem, w sierpniu 1983 dopłynęli do Saint Malo, gdzie rejs się zakończył. Michał z Piotrem wrócili do kraju pociągiem, w którym przed polską granicą byli chyba jedynymi pasażerami (po stanie wojennym ludzie masowo opuszczali kraj, a nikt nie wracał). Michał miał przy sobie broń palną, na którą uzyskał pozwolenie przed rejsem. Na granicy wywołało to konsternację (czy wpuścić do kraju tego terrorystę), w końcu jednak wrócił do domu. Po powrocie należało oddać paszport w biurze paszportowym, a odebrać dowód osobisty. Jakież było zdziwienie na Kruczej, gdy po długim poszukiwaniu urzędniczka orzekła: nie liczyliśmy, że pan wróci i pana dowód poszedł na makulaturę.
Za ten liczący 44,9 tys. Mm rejs PZŻ przyznał nagrodę Rejs Roku 1983, a kapitan Michał Szafran otrzymał Srebrny Sekstant.
W 1986r. Michał Szafran poślubił Barbarę Śreniowską, łódzką opozycjonistkę, socjolog, pisarkę. W 1992 urodziła się ich córka – Kasia. Michał pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, wiele żeglował, na Maciejewiczu, Warszawskiej Nike, na S/Y Hoorn. Ostatni jego rejs, z kpt. Jackiem Kolipińskim i Jerzym Makowskim odbył się na S/Y Alefant po szwedzkich szkierach w roku 2015.
---





Komentarze
Prześlij komentarz