Dzieje Maciejewicza

Rok 1970. Stocznia Jachtowa STOGI w Gdańsku przystępuje do budowy drewnianego jachtu typu Opal II.


Kadłub jachtu w budowie.

Rok 1971. Wodowanie Maciejewicza w Stoczni Jachtowej STOGI w Gdańsku.

 

Ekipa do chrztu: Pepita, Kosek, Szczuka, Kordian.


Jerzy Knabe:

Przed laty do „Kapitana Kapitanów” Konstantego Maciejewicza zgłosiła się deputacja z WYC-u (Warszawski Yacht Club ZSP) z prośbą o zgodę na nazwanie jego imieniem budowanego przez Klub drewnianego jola.

 

Macaj w Gdyni 1973


Macaj z pokładu latarniowca Nantucket 1973

W porcie w Kopenhadze po awarii masztu 1978


S/Y Konstanty Maciejewicz w Basenie Jachowym w Gdyni 1979

Remont na Wale Międzeszyńskim

Data Jacht Źródło inf. Uwagi Akwen Współrzędne Rodzaj wypadku Konsekwencje Ofiary
1991-11-16 01:40 Konstanty Maciejewicz Postanowienie WMG 17/93[159] uderzenie pioruna Morze Śródziemne, Morze Tyrreńskie (Stromboli) 38°46′00″N  15°09′00″E Inne Uszkodzenia 0

Uczestnicy pechowego rejsu wyruszyli z okolic Neapolu z zamiarem dopłynięcia do Grecji. W nocy na Morzu Tyrreńskim jacht płynący pod genuą, grotem i bezanem przy wietrze SSW znalazł się w pobliżu wyspy Stromboli w strefie burzy z ulewą i gwałtownymi wyładowaniami atmosferycznymi. Wobec wzrostu siły wiatru do 7 B zrzucono genuę. Ok. godz. 0140 nastąpiło bliskie, silne wyładowanie elektryczne, załoga poczuła silny wstrząs elektryczny. Nie zaobserwowano, czy piorun uderzył w aluminiowy grotmaszt jachtu czy w wodę w jego pobliżu. Wyładowaniu towarzyszył szkwał o sile ok. 8 B. Urwany został róg fałowy grota, którego zrzucono, postawiono małego foka i zarefowano bezana. Rano stwierdzono zniszczenie licznych urządzeń:

wiatromierz i antena na grotmaszcie; światła nawigacyjne; radiostacja APELCO; echosonda MORS; log; radioodtwarzacz; prostownik; akumulatory zasadowe oraz rozrusznik i alternator silnika Volvo Penta. Przeciek kadłuba wzrósł do 1000l/dzień.

W Messynie nie udało się nawiązać kontaktu z ubezpieczycielem, dopiero w greckim Nafpaktos przedstawiciel WARTY skierował jacht do naprawy w "Olympic Marine S.A.” w Lavrion.

Eugeniusz Moczydłowski:

Zmienne były koleje losu „Macaja”. Po naszym rejsie (opłynięcie Hornu pod wiatr 1972-73) służył wiernie przez długie lata warszawskim studentom. Istniała jednak uzasadniona obawa, że w czasach transformacji ustrojowej nie znajdą się środki na opiekę takich wysłużonych weteranów, jak „Macaj”. Opuszczony i zaniedbany, właściwie porzucony jacht kupił Tadeusz Mościcki. Remont jachtu, nadzorowany przez Bolka Kowalskiego (przy energicznym dopingu niestrudzonego Maćka Gumplowicza) dobiega końca...

 

Remont Macaja w Atenach 1999

Jerzy Knabe:

Czasy się zmieniały, jacht wielokrotnie zmieniał właściciela, z reguły brakowało funduszy na remonty i po latach zdewastowany, nadpalony kadłub leżał na pół zatopiony w jednej z greckich zatok. (...) Zainteresował się nim młody polski biznesmen, programista komputerowy Tadeusz Mościcki. Własna firma szła mu dobrze. Jako płetwonurek łatwo znalazł dojście do żeglarzy. Nie mając własnego żeglarskiego doświadczenia, polegał na doradcach. Był nim przeważnie ktoś przebywający w Grecji, ktoś kto chciał przy jachcie popracować – i brać za to pieniądze. (...).

Różni wykonawcy w Grecji podejmowali się wykonania swojej „działki”. Robili to lepiej, gorzej – lub wcale. Wchodzili sobie w paradę, miejsce remontu trzeba było zmieniać. Stocznia jachtowa pana Ploutakisa w Pireusie podjęła się zlecenia. (...) Pojawił się nowy partner z Warszawy – Łukasz Młynarski. Też płetwonurek i młody biznesmen. Grał teraz pierwsze skrzypce, bo miał kasę. Zostawił na jachcie obdarzonego pełnym zaufaniem pełnomocnika. Był to kolejny nurek, niedawno zwolniony z Legii Cudzoziemskiej: Nowozelandczyk – ksywa „Kiwi”. Paszportowo nazywał się Hamish Sambs. Jak naprawdę – kto to wie?

Remont posuwał się do przodu. Pieniądze i stały nadzór zapewniały półwojskową dyscyplinę. Powstał plan komercjalnego poszukiwania i eksploatacji wraków u brzegów Madagaskaru. (...) Zamiast wszystkich – na jachcie znalazł się tylko Kiwi i dwóch żeglarzy z Londynu, czyli kapitan Gumplowicz i J. Knabe. Właściciele pozostali w Warszawie, każdy ze swojego ważnego powodu. Kiwi powiedział, że zaraz wypływamy, ponieważ jacht jest gotowy i ma być pilnie dostarczony na miejsce poszukiwań. Kapitan powiedział, że póki nie było rozmowy i umowy o „dowóz” z właścicielami, a kasy nie ma na pokładzie – nigdzie nie płyniemy. Nie było to w smak nawykłemu do posłuchu Kiwiemu, ale nie popłynęliśmy. (...) Po spakowaniu manatków i wyprowadzce, złożyliśmy meldunek o zajściu na policji, aby otrzymać jakieś potwierdzenie dla właścicieli, że cała afera nie jest wytworem naszej imaginacji. Kiwi pojawił się wkrótce na komisariacie w kajdankach.

Maciejewicz do Madagaskaru nie dopłynął. Wrócił cieknący z Port Sudanu, podobno jest na sprzedaż, znów w Grecji.

Komentarze