Rok 1979.  Rejs na Maciejewiczu do Lizbony      IX-XII 1979

Kapitan: Wojtek Kaliski

I of. Janusz Kawęczyński 'Geograf', w wachcie Jurek Kraciuk
II of. Rysiek Ignaszak, w wachcie Piotr Dłużewski
III wachta Janusz Pac, Jacek Żelisławski, xx

W rejsie uczestniczyło 10 osób, do końca wytrwały tylko 4. Maciejewicz zaprowiantowany na dłuższy rejs (konserwy, chleb, wódka, beczka ogórków kiszonych) wyruszył z Gdyni. Przewaga pogody sztormowej, szybko okazało się, że silnik ledwo ciągnie. Kanał Kiloński przeszli na holu, „płacąc” butelką. Na Łabie policja ściągała ich z mielizny, za pół litra. Następnym portem był Roterdam, żeglarze korzystali z uprzejmości załóg polskich statków (kąpiel, zaopatrzenie). Znaleźli się w polu obserwacji miejscowych służb, czego efektem było wielogodzinne przeszukanie jachtu pod kątem narkotyków. Psy niczego nie znalazły i już kończono, gdy wzrok funkcjonariusza padł na beczkę ogórków. Wydobył koper, który przypominał mu jakąś zakazaną roślinę i dopiero po dłuższym tłumaczeniu dał się przekonać. 

Gnani sztormową pogodą minęli Dover. Weszli do Plymouth, gdzie przez tydzień integrowali się z żeglarzami z miejscowego klubu. 

Kolejnym portem była Lizbona. Tu pomocy żeglarzom udzieliła załoga rosyjskiego statku handlowego. Po tygodniowym postoju Maciejewicz wyszedł w morze kierując się na Kanary, ale wkrótce musiał powrócić z powodu awarii wanty i sztagu. Znów żeglarze korzystali z pomocy Wani z rosyjskiego statku, który (za odpowiednią gratyfikacją w płynie) załatwił blachę z nierdzewki i spawanie podwięzi wantowej. 

Po koniecznych naprawach żeglarze rozpoczęli powrót do kraju. Po drodze, z racji przedłużającego się rejsu i różnych innych przyczyn, załoga wykruszała się.

Maciejewicz z niesprawnym silnikiem pokonał Kan. Kiloński na holu za niemieckim jachtem. Z oblodzonym pokładem dotarł do Gdyni w grudniu.

---

Komentarze